CP 6. A Journey's end

Awatar użytkownika
fruszu
Posty: 1576
Rejestracja: 23 lis 2010, 19:13
Lokalizacja: Wrocław

Re: CP 6. A Journey's end

Postautor: fruszu » 24 cze 2013, 19:18

Jedyne co urywa, to art Jędruszka do lannisterskiej łajby.
W porządku są Shores of the Mander, Quarl, Randyll Tarly, Cape Wrath.
Starkowie przezabawni. Dobrze, że choć wrona trzyma poziom.
Tattered Prince - nie mam zielonego pojęcia co o nim myśleć. Trochę drogi, żeby go samemu zabijać, by potem taniej zagrywać Mercenaries ;)

Luka_Brazzi
Posty: 2069
Rejestracja: 11 gru 2011, 11:50
Lokalizacja: Warszawa

Re: CP 6. A Journey's end

Postautor: Luka_Brazzi » 24 cze 2013, 20:12

NARESZCIE KONIEC!!
Najgorszy chapter jak do tej pory. W zasadzie tylko kilka gralnych kart do każdego rodu i kilka eventów ogólnych.
Geje troszkę za bardzo dopakowani jak na mój gust, Targi też dostali dopał nie tam gdzie powinni (pierdnięcie z Dothrakami nadal nie robi z nich sensownego decktypu
bo za mało mają kart w rodzaju Euron's Enforcers i w efekcie zawsze przegrają z Gejowymi armiami w 11 przypadkach na 9).
W efekcie mamy teraz dwie mega mocne talie Geje TLV i Targi TLV/KoHH, które tępią w zasadzie wszystko.
No ale cóż. Wreszcie koniec.
Martele na koniec nie dostali nic w zasadzie (chyba, że ostatnie podrygi Damona to ożywianie martwych decktypów) a event... Wybacz Marqwitch, ale naprawdę
brak Ci ogrania i doświadczenia w budowaniu talii, jeśli uważasz, że Choosing the Spear gdziekolwiek się zmieści (może poza taliami na TLV a wtedy tracisz zbyt
wiele fajnych kart bo masz nie chargendę). Gdyby to było house martell only i stand a character (nie Martell character)... jakie to byłoby piękne. Niestety
ograniczenie do wyłącznie martelowego ziomka bardzo osłabia tę kartę. Qarl jest taki sobie. W jednej kopii można go w millu potrzymać, niech sobie dziabie :)
Ja czekam na Kingsroad, bo tam będą mega syte karty. O Song of the Sea będę chciał raczej szybko zapomnieć.
#moribundziewróć

Awatar użytkownika
Feroz
Posty: 974
Rejestracja: 18 mar 2012, 21:50
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: CP 6. A Journey's end

Postautor: Feroz » 24 cze 2013, 22:14

fruszu pisze:Jedyne co urywa, to art Jędruszka do lannisterskiej łajby.


O wow, faktycznie, nie zwróciłem uwagi. Super, że znowu ilustruje :) Swoją drogą w tym packu mamy jeszcze drugiego Polaka, Łukasza Jaskólskiego. Słabszy wyraźnie, ale raz że słabszym od Jędruszka być raczej nietrudno, a dwa, że i tak fajnie :)

Edit: Skaven, to nie dothraki mają za mało kart typu Enforcers, a GJ o jednych enforcersów za dużo.

Awatar użytkownika
jim
Posty: 1054
Rejestracja: 28 mar 2012, 22:28
Lokalizacja: j-no

Re: CP 6. A Journey's end

Postautor: jim » 25 cze 2013, 07:18

Jaskólski chyba już coś robił, ale podejrzewam że jest jeszcze jeden Polak. Wronę malował Darek Zabrocki.
Skaven. Tak, teraz, jak już wypuścili spoilery Kingsroad, to cały obecny chapter jest słaby :P.
#naczelnyhejternocnikow

bo NW śmierdzą

Awatar użytkownika
Feroz
Posty: 974
Rejestracja: 18 mar 2012, 21:50
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: CP 6. A Journey's end

Postautor: Feroz » 25 cze 2013, 08:13

Inna sprawa, że przy spoilerach Kingsroad większość cykli wygląda na słabe :P

Luka_Brazzi
Posty: 2069
Rejestracja: 11 gru 2011, 11:50
Lokalizacja: Warszawa

Re: CP 6. A Journey's end

Postautor: Luka_Brazzi » 25 cze 2013, 09:57

Bez przesady, dla mnie nadal King's Landing jest w czołówce (29 EPICKICH kart).
A Song of the Sea od początku mi się nie podobało i tego nie ukrywałem. Naval to mechanika w najlepszym stopniu... ciekawa.
Nie jest to shadows, który jest mechaniką fenomenalną, czy Wildlingi/Night Watche, którzy nadal potrafią być mega zabawni
ale czego wymagać po pośledniejszych designerach.
Moja subiektywna opinia ilości kart epickich - takich, które albo są w autoincludami, albo nawet jeśli nie są autoinclude, trzeba się ich bać.
Również nie interesuje mnie ich restrykcyjność, chodzi o ich uniwersalność i jakość. Przykładem niech będzie Newly Made Lord, czy
A City Besieged. Znajdą się w deckach o tak szerokim przekroju, że grzech ich nie uwielbiać.

A Clash of Arms - 23 karty
A Time of Ravens - 21 kart
King's Landing - 29 kart
Defenders of the North - 15 kart (bez dużej części Wildling/Night Watch bo to mechaniki same w sobie)
Brotherhood Without Banners - 19 kart (bez dużej części Brotherhoodów, którzy wymagają decku pod siebie, żeby zacząć śmigać)
Secrets of Oldtown - 19 kart (znowu, bez chainów i dużej części kart maestrowych)
A Tale of Champions - 28 kart (osobiście mój ukochany pack)
Beyond the Narrow Sea - 22 karty
A Song of the Sea - 16 kart (sporo navali się nie dostało, wiadomo dlaczego - nieuniwersalność i konieczność mechaniki)

Teraz widać dlaczego moim zdaniem to paczka słaba.
Co do Tattered Prince. Fruszu, tylko pomyśl. Martelle na Mercenary :)
#moribundziewróć

Awatar użytkownika
zimoch
Posty: 709
Rejestracja: 27 sie 2011, 20:07
Lokalizacja: Kwidzyn

Re: CP 6. A Journey's end

Postautor: zimoch » 25 cze 2013, 11:56

Jestem bardzo zadowolony z tego cyklu. Luka marudzisz. Moim zdaniem błędem tego cyklu było wydanie TLV bo to agenda pokroju TMP. Wg mnie TLV odblokowalo dużo nowych możliwości, ale wszyscy się rzucili na nią nie i normalnie ziew na sali bo wszyscy nią grają. Robienie deków pod TLV jest wg mnie prostackie. (czekam na hate)

Mechanika Naval jakoś mi się podoba - nie jest może jakoś szczególnie super ale ma swoje plusy. Sama agedna też daje trochę możliwości .

Co do kart - nie oceniam wszystkich bo nie mam teraz czasu - uważam że Bara dostalo niezłego kopa i możliwości tego rodu się podwoiły. Bardzo dużo kart szczególenie Prayerów (już granych na OCTGN) wprowadziło nową jakość i nowe decktypy.
(np Dużo grana jest Margery ostatnio zauważyłem)

A teraz wybrane nowości -

The Tattered Prince- kocham kombinować - będzie grany myślę że może nie jest to T1 ale nie każdy gra dla tierów.

Cape Wrath - świetne , tanie i dobre. - czyli jak nigdy :)

Randyll Tarly - super dla vigilant theme - ostatnio moj ulubiony keyword

Huntress lepsze od Fury ale z oboma się da kombinować - na pewno spróbuje obu.

Ten Towers Longship - bardzo sytuacyjna karta - i dlatego może nie być grana tak często jak się mogłoby wydawać.

Awatar użytkownika
fruszu
Posty: 1576
Rejestracja: 23 lis 2010, 19:13
Lokalizacja: Wrocław

Re: CP 6. A Journey's end

Postautor: fruszu » 25 cze 2013, 12:44

Luka_Brazzi pisze:Co do Tattered Prince. Fruszu, tylko pomyśl. Martelle na Mercenary

Miałeś już nie grać Martellami!

zimoch pisze:Huntress lepsze od Fury ale z oboma się da kombinować - na pewno spróbuje obu.


Huntress bardzo fajne. Jakoś mi umknął statek.
zimoch pisze:Jestem bardzo zadowolony z tego cyklu. Luka marudzisz. Moim zdaniem błędem tego cyklu było wydanie TLV bo to agenda pokroju TMP. Wg mnie TLV odblokowalo dużo nowych możliwości, ale wszyscy się rzucili na nią nie i normalnie ziew na sali bo wszyscy nią grają. Robienie deków pod TLV jest wg mnie prostackie.

Ja też uważam, że to nie był najlepszy cykl. Za to FAQ był udany i dlatego super ciekawie się teraz gra :)
Z TLV to faktycznie przegięcie. Jak w 2 Champs and a Chump robili podsumowanie Regionalsów, to chyba 19 razy wygrywało TLV, a kolejna agenda bodaj 3 czy 4.
Niemniej gdyby nie TLV to tacy np. Dothrakowie pewnie nigdy by Regio nie wygrali :) Ma więc swoje plusy.

Awatar użytkownika
Feroz
Posty: 974
Rejestracja: 18 mar 2012, 21:50
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: CP 6. A Journey's end

Postautor: Feroz » 25 cze 2013, 13:16

Nie zgodzę się co do TLV, a już zwłaszcza do porównywania go do TMP. Maesterzy pozwalali na dokładnie jeden build niezależnie od rodu, niezwykle popularny ze względu na przegięcie samej agendy. Na TLV da się złożyć dziesiątki decków, które są fajne ze względu na pomysł i to, że nagle mieszczą się w talii przydatne karty, na które w 60-ce miejsca jednak nie było. Jednocześnie nie jest to gamebreaker, tylko po prostu bardzo uniwersalna agenda.

Mnie się cykl podobał umiarkowanie - mechanika naval nawet obleci, fajnie, że wreszcie ruszyli ród Manderlych, który do tej pory pojawił się na dokładnie jednej karcie. Nie podoba mi się i to bardzo zaburzenie balansu rodów - GJ są zdecydowanie zbyt mocni, to samo mogę powiedzieć o Bara (Oakenshield Port jest tu głównym winowajcą). Widać wyraźnie, że designerzy robić pojedyncze karty, czy nawet mechaniki to może i potrafią, ale nie widzą już implikacji ich wydawania dla całości karcianki, a te bywają paskudne.

Nie cieszę się z końca tego cyklu tak jak się cieszyłem z rotacji Winter Edition, ale Kingsroad zapowiada się naprawdę fajnie. Pod warunkiem rzecz jasna, że równowaga gry nie posypie się jeszcze bardziej.

Awatar użytkownika
zimoch
Posty: 709
Rejestracja: 27 sie 2011, 20:07
Lokalizacja: Kwidzyn

Re: CP 6. A Journey's end

Postautor: zimoch » 25 cze 2013, 13:36

fruszu pisze:Jak w 2 Champs and a Chump robili podsumowanie Regionalsów, to chyba 19 razy wygrywało TLV, a kolejna agenda bodaj 3 czy 4.
Niemniej gdyby nie TLV to tacy np. Dothrakowie pewnie nigdy by Regio nie wygrali :) Ma więc swoje plusy.



Fajnie, że można kombinować bardziej - bo o to chodzi - ale na tą agende nie ma żadnej rozsądnej kontry ! (tylko Staniss co nie pozwala robić draw) - doszło do tego żę zrobiłem deck anty tlv bo mnie szlak trafia . Wyniki pokazuja to dobitnie. Draw od pierwszego plotu zawsze jest poprostu zbyt mocny

@Feroz
TMP było przegięte ze względu na uniwersalność i lepszą selektywność z deku- ale była na tą agende rozsądna kontra. Na TLV nie ma kropka.


Wróć do „A Song of the Sea”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość